Podrzuć czasem do kominka...
ministat liczniki.org
piątek, 16 września 2016

Witajcie w ten piękny,słoneczny piątek :)

Waga pokazała 20 kg mniej,a mój kręgosłup oszalał...Odezwała się dyskopatia,brałam zastrzyki i jest lepiej,ale muszę uważać na siebie,zero dźwigania...

Dobrze by było zacząć uprawiać jakiś sport,choćby jazdę na rowerze,ale boję się że rower nie wytrzyma mojego wciąż wielkiego ciężaru :) Basen odpada,bo jak ja się ludziom pokażę w stroju kąpielowym? Zostały mi spacery i szybki marsz,ale to też nie za długo bo stawy bolą...Oj kalectwo ze mnie :) W miarę utraty kilogramów zacznę więcej się ruszać,obiecuję :)

Co poza tym? Sezon ogórkowy u mnie zakończony,ponad 200 słoiczków ogórków w piwnicy.Kto to zje? Są chętni,a najbardziej synalek Mateusz :) Teraz marynuję buraczki,mam ich dosyć sporo w ogródku.

Dzisiaj ugotowałam zupkę owocową,taki chłodnik jeżynowy z makaronem pełnoziarnistym.Pycha :) Jeżyny obrodziły w tym roku,aż gałęzie się uginają.
Zajadam się ostatnio mozarellą z pomidorkami koktajlowymi,no tak mi smakuje że żałuję jak porcja się kończy :) 

Nie mam pomysłu na jedzenie,bo nie umiem gotować małych ilości,zawsze ugotuję za dużo i wtedy jem cały tydzień :) Bo jak ugotować 100 gram jedzenia? Wolę gotowce,jakiś jogurt,serek,mozarellę czy warzywo albo owoc.Czasem zjadam obiad z rodziną,choć wystrzegam się raczej smażonego i tłustego,choć tłuszcz też do życia jest nam potrzebny :) 

Pozdrawiam czytających.Wkrótce znowu się odezwę.

Śliweczka

wtorek, 06 września 2016

Wczoraj byłam na pierwszej kontroli po operacji,wyniki w miarę dobre,nieco za niski fosfor i witamina D3,ale kupiłam już w aptece leki i będę uzupełniać niedobory.
Mocz trochę gorszy,ale doktorek mówił że to normalne bo organizm się oczyszcza,więc się tym nie martwię.

Na dzień dzisiejszy mam 18,5 kg na minusie.W czwartek stuknie dwa miesiące od operacji. Jest nieźle.Lekarz mówił żeby zacząć chodzić na basen,ale ja jeszcze chyba nie jestem gotowa,bo nadal jestem wielorybem :) 

W sobotę byliśmy na weselu,wytańczyłam się jak nigdy :) Nogi nie bolały,ale teraz dopiero odczuwam skutki tańców,bo stawy zaczęły dokuczać.Ale i tak jestem dumna z siebie,bo przed operacją nie było by szans na tańce,bo z trudem dałam radę przejść dłuższe dystanse.Jednak zgubione łącznie ponad 25 kg to dla moich stawów wielka ulga.

A to zdjęcia z wesela z moją drugą połówką

Mam nadzieję że Was nie wystraszyłam naszymi podobiznami :)

Pozdrawiam czytających.

Śliweczka

niedziela, 28 sierpnia 2016

Witajcie wszyscy którzy jeszcze mnie czytacie.

Zacznę od początku...
Operację miałam mieć 13 lipca w szpitalu USK w Białymstoku,dzień wcześniej miałam zgłosić się do szpitala.Miała być ostatnia uczta,jedzenie wszystkiego na co miałam ochotę i co? I nie było uczty :)
7 lipca około godziny 14.00 zadzwonił do mnie mój chirurg i powiedział że zwolniło się miejsce i czy nie chciałabym przyjechać wieczorem do szpitala i na drugi dzień byłaby operacja.I cóż miałam odpowiedzieć...Zgodziłam się :) Kiedy się rozłączyłam łzy poleciały mi same,nie wiem czy z nerwów,czy z radości że to już,czy ze strachu...
Szybciutko się spakowałam i mąż zawiózł mnie do szpitala.Na miejscu byłam o godzinie 19.30,mam do szpitala ok 60 km.Pożegnałam się z mężem i cała trzęsąca się ze strachu poszłam na oddział.
Tam pobrano mi krew i zrobiono ekg.Dostałam łóżko na dwuosobowej sali z telewizorem i łazienką :) Potem zastrzyk przeciwzakrzepowy w brzuch i zrobiono mi lewatywę (bleeeeeee,najgorsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić ).
Noc nie przespana,a ja ze strachu nie poszłam do pielęgniarek po jakiś specyfik na sen :)
Rano o godzinie 5.00 kolejna lewatywa (o matko) ,potem kąpiel w specjalnym żelu antybakteryjnym i kroplówki.Dostałam seksi koszulkę jednorazową tak krótką że pół mojego wielkiego dupska było widać :) i zajebistą niebieską tabletkę po której było mi wszystko jedno co ze mną zrobią :)
Operowana byłam jako druga tego dnia,więc o godz.11.00 przyjechało po mnie łóżko tak wysokie że ledwo się wdrapałam,a sąsiadka z łóżka obok miała pewnie niezłe widoki bo wdrapując się na tego jeżdżącego stwora widać mi było tą część ciała którą nie koniecznie chciałam pokazywać,a na którą niektórzy mówią muszelka ha ha ha.
Udało mi się wdrapać na to łóżko i pojechałam na salę operacyjną.Tam przeszłam na łóżko operacyjne,dostałam jakiś zastrzyk w wenflon (sama nie wiem jaki),owinięto mi nogi bandażami elastycznymi,nałożono mi czepek,pani anestezjolog podała mi tlen przez maseczkę.Powiedziano mi że za chwilę podadzą mi narkozę i zasnę...i już nic nie pamiętam :)
Obudziłam się na sali pooperacyjnej podłączona do monitorów i do ciśnieniomierza.Słyszałam jak mówili że mam niskie ciśnienie.Brzuch bolał,ale co chwilę podchodził wybawca i podawał lek przeciwbólowy.
Na swoją salę wróciłam o 15.40.Mnóstwo kroplówek nawadniających i przeciwbólowych.Nie bolało jakoś strasznie,ból do wytrzymania.Mąż był chwilkę,ale byłam śpiąca strasznie więc kazałam mu jechać do domu,bo bez sensu było żeby siedział przy śpiącej królewnie :)
Do łazienki wstałam o godz.19.00,podpierałam się stojakiem od kroplówki i pomalutku doczłapałam.Troszkę się obmyłam i zmieniłam koszulę na swoją.Spanie na plecach mnie wykończyło,kocham spać na brzuchu,a niestety nie mogłam.
Na drugi dzień wyszłam do domu.Miałam 5 dziurek w brzuchu,bo operacja oczywiście odbyła się laparoskopowo.
Z dnia na dzień czułam się coraz lepiej,choć szwy ciągnęły i wstawanie z łóżka to była tragedia,ale po 9 dniach zdjęto mi szwy i było dużo lepiej.

Jak wyglądało moje jedzenie w pierwszych dniach po operacji? Dieta płynna czyli czysty,chudy bulionik,czysty barszczyk,maślanka,rzadki budyń bez cukru,kisiel.Po tygodniu zaczęłam jeść papki,czyli zblendowane zupki,jogurt naturalny,serek homogenizowany naturalny.Po ok 3 tygodniach zaczęłam jeść stałe,miękkie potrawy np. piure ziemniaczane.Porcje mojego jedzenia były maleńkie,bo bulionu dałam radę na raz wypić 120 ml,a serka homogenizowanego tylko 80-90 g. Woda słabo wchodziła,ale z czasem piłam coraz więcej.
W pierwszym tygodniu zgubiłam 8 kg.Potem waga się zatrzymała.Myślałam że zwariuję,jem jak ptaszek,a waga nie spada.Co się okazało? Obliczyłam ilość zjadanych kalorii i wyszło mi że zjadam 400-450 kal.To stanowczo za mało.Trzeba zjadać ok 700 kal.Zaczęłam jeść bardziej kaloryczne potrawy i waga po trzech tygodniach zastoju ruszyła.
Jestem po operacji 7 tygodni i dwa dni,mam na minusie 16 kg.Jem prawie wszystko,unikam jedynie słodyczy i smażonego, na jeden posiłek zjadam 90-100 g i jestem najedzona.Piję ok 2 litrów,nie czuję głodu,jem co 3 godz,5 posiłków dziennie.Czasem muszę się zmuszać żeby coś zjeść.Dokładnie gryzę jedzenie,bo czasem większy kawałek potrafi mnie zatkać na amen,muszę wtedy popić lub kilka razy podskoczyć :))) i przechodzi,ale uczucie nieprzyjemne.
Na brzuchu śpię od drugiego tygodnia po operacji,ale męczyłam się na plecach strasznie.Teraz już jest wszystko dobrze,choć czasem bywam słaba.Robiłam badania,ale wyniki i kontrola dopiero w poniedziałek 5 września.Od pierwszego dnia po operacji biorę witaminy centrum ona i tak już do końca życia.Zapewne będę musiała brać też zastrzyki z witaminy B12,bo wiem że po operacji gastric bypass są niedobory tej witaminy.Zobaczymy co mi powie doktorek.Na razie czuję się dobrze,już lżej mi się poruszać i wiele czynności łatwiej mi wykonywać,a to dopiero początek :)

Jeśli wśród Was są osoby z BMI powyżej 40 lub 35 i chorobami współtoważyszącymi takimi jak cukrzyca,nadciśnienie,zwyrodnienia stawów,choroby kręgosłupa,insulinoodporność, policystyczne jajniki to szczerze polecam operację zmniejszenia żołądka,można żyć piękniej, lżej i zdrowiej.Moje nadciśnienie się cofnęło i stawy mniej bolą,ale jeszcze przede mną długa droga do wymarzonej wagi.

Pozdrawiam czytających.

czwartek, 02 czerwca 2016

Znowu mnie nie było,ale już jestem i zaraz zdam relację z tego co się wydarzyło przez te tygodnie mojej nieobecności.

1.Już po bierzmowaniu Julki.Stres czy wszystko wyjdzie jak trzeba był nie potrzebny,wszystko było ok.

2.Już po maturze.Ustne zdane,na wyniki egzaminów pisemnych trzeba czekać do 5 lipca.Mam nadzieję że tego dnia razem z Klaudią będziemy się cieszyć ze zdanej matury :)

3.Mateusz zdał egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem (JUPI) Już śmiga samochodem i tylko muszę mu przypominać o tym że im wolniej jedziesz tym dalej zajedziesz,bo jak to młody chłopak,lubi docisnąć pedał gazu :)

4.Kardiolog zaliczony,zgoda na operację jest :) Wszystko z serduchem w porządku,tylko silniejsze leki na nadciśnienie dostałam.

5.Pogoda letnia,piękne słoneczko i upał,ale też burze których się boję :)

6.Waga-na minusie 15 kg.Nie jest to szał,ale przed operacją postanowiłam schudnąć i waga spada,pomalutku,ale spada.

7.Pod koniec czerwca przyjadą do nas goście!!!!!!!!!! Córka z zięciem i moim kochanym Łukaszkiem !!!!!!!!! Już strasznie się cieszę :)

8.Stres przed operacją się nasila,zostało już niewiele czasu.

To tyle...Poza tym dzień jak codzień...Nic się nie dzieje. Życie na wsi nie należy do zbyt ciekawych,cisza i spokój czasem nużą.A w domu zawsze coś do roboty się znajdzie,a jak nie w domu to na podwórku-trawa rośnie,zielsko w ogródku też :) 

Pozdrawiam czytających :)

Śliweczka

wtorek, 05 kwietnia 2016

Wczoraj miałam studniówkę czyli 100 dni do operacji :)) Dzisiaj zostało już 99 :) Coraz bliżej,coraz większy stres.Niedawno zmarł mężczyzna po operacji bariatrycznej,jakieś komplikacje...Boję się ale nie cofnę decyzji,muszę poddać się tej operacji,to jedyna szansa na zdrowsze życie.

Zawitała do nas piękna wiosna,świeci słoneczko i jest bardzo ciepło.Aż chce się brykać na świeżym powietrzu :) Z tym brykaniem to przesadziłam,mogę ewentualnie pospacerować :) 

13 maja będzie bierzmowanie mojej najmłodszej Julki,a starsza Klaudia w maju zdaje maturę.Pewnie żeby matce dołożyć stresu syn Mateusz w maju będzie zdawał egzamin na prawo jazdy.Maj miesiącem stresu :)

Z chudnięciem to idzie różnie,po świętach było troszkę na plusie :) Ale już wychodzę na prostą :) 

Pozdrawiam czytających.Buziaki

Wasza Śliweczka

wtorek, 15 marca 2016

Sto dwadzieścia dni do operacji.

Za mną wizyta u neurologa.Powiedziałam lekarce o planowanej operacji i usłyszałam że to bardzo dobry pomysł.Rozmawiałam z panią neurolog dosyć długo i dowiedziałam się że otyłość to choroba,to uzależnienie takie jak alkoholizm czy narkomania.Otyłość nie kończy się na schudnięciu,to co siedzi nam w głowie zostaje na długo i oprócz leczenia otyłości chirurgicznie powinnam zapisać się na terapię u psychologa.
Z kręgosłupem nic na razie nie da się zrobić.Pani doktor powiedziała że po schudnięciu będzie kręgosłupowi lżej i na pewno część dolegliwości ustąpi,więc rehabilitacja tak,ale dopiero po zgubieniu ok 30 kg.Na razie tabletki przeciwbólowe i czekać na operację.Czekam więc cierpliwie.

Powiedzcie mi co z tą wiosną? Zimno,pada śnieg i nie widać poprawy.Ja chcę już ciepełka,słoneczka,śpiewu ptaków i zieleni...

Byłam w Białymstoku na spotkaniu z dziewczynami przed i po operacji i wypytałam o wszystko.Dziewczyny po operacji szczęśliwe,szczupłe.Najbardziej boję się narkozy,a życie po operacji już mnie nie przeraża.Wiem że dam radę.Jednak narkoza to dla mnie wciąż wielki strach.Nigdy nie miałam żadnej operacji i to czego mogę się spodziewać wiem tylko z opowiadań.
Każdy człowiek inaczej reaguje na narkozę i słyszałam już różne opowieści.Jedni piszą że nic strasznego,inni że przeszli to okropnie.Nie boję się bólu,bo ból wytrzymam,ale wymioty i złe samopoczucie,brak samodzielności w pierwszych godzinach po operacji mnie przerażają.Muszę myśleć pozytywnie,nie mogę cofnąć decyzji o operacji...

Muszę zacząć myśleć o wyprawce do szpitala.Coś trzeba kupić i nie wiem co,koszule nocne,piżamki czy jakieś leginsy czy dresy?Wiem że nie dostanę nic fajnego w sklepach,więc zamówię w internecie,tylko nie wiem co :) Coś może wymyślę,ale strasznie niezdecydowana jestem :)

Trochę o chudnięciu po operacji.Chudnie się różnie,w zależności od wagi startowej i metody operacji.W pierwszym miesiącu chudnie się najwięcej,a potem coraz wolniej,więc trzeba włączyć jakiś sport żeby pomóc organizmowi gubić kilogramy.Słyszałam o chudnięciu np.40 - 50 kg w ciągu 5 miesięcy,ale czasem jest to np.20 kg.Czyli do końca roku będę już sporo chudsza :) 

I ta myśl mnie cieszy :)

Pozdrawiam czytających.

Śliweczka

środa, 24 lutego 2016

140 dni do operacji...
Schudłam już 7 kg od początku stycznia,nie jest to rewelacja.Jem dużo białka i warzyw,owoc jeden dziennie.Wszystkie przepisy Dukana się przydają,czasem dodam tylko np.jabłko do placuszka,lub banana :) Ale waga spada i to mnie cieszy.Nie mam zalecenia od chirurga żeby schudnąć,ale wiem że dieta przed operacją odkurcza wątrobę i jest lepszy dostęp do żołądka,więc sama z siebie postanowiłam schudnąć parę kilo.Do lipca jeszcze trochę czasu,mam nadzieję schudnąć ok.15 kg.Może się uda.

Jutro mam wizytę u neurologa.Dyskopatie kręgosłupa dają znać o sobie szczególnie w nocy,kiedy nie mogę się odwrócić z boku na bok lub wstać z łóżka.Ale i w dzień boli gdy np.kroję coś w kuchni i nachylam się nad blatem,albo kiedy chcę wstać z fotela.Zobaczymy co mi powie pani doktor,bo mam niemiłe doświadczenia związane z neurologiem.Trafiłam na takiego buca że masakra.Powiedział mi że nie kwalifikuję się do operacji kręgosłupa bo za dużo mam tych zwyrodnień,zapisał mi pas usztywniający i niesterydowe leki przeciwzapalne.Pas nosiłam,ale utrudniał mi funkcjonowanie w domu.Puki chodziłam to ok,ale usiąść z tym cholerstwem się nie dało,a ze względu na moje zwyrodnienia stawów w nogach muszę co jakiś czas posiedzieć żeby je odciążyć.I nie noszę tego pasa...Niesterydowe leki przeciwzapalne to moja zmora,bo w swoim życiu brałam już chyba wszystkie rodzaje dostępne w aptece :) A to nie zdrowe,na jedno pomaga,a na drugie szkodzi (jak każdy lek zresztą),ale bakteria którą gastroskopia u mnie wykryła to szczególnie upodobała sobie właśnie ten rodzaj leku.Od tego tworzą się wrzody na żołądku,a ja muszę mieć żołądek zdrowy!!!

Obiadek się gotuje,dla rodzinki gulasz z ziemniaczkami i buraczki,a dla mnie pierś z kurczaka w sosie pieczarkowym i też buraczki :) 

W niedzielę mój wnusio skończy dwa latka,niestety nie mogę być na jego urodzinach,ze względu na stan zdrowia nie zaryzykuję wyprawy tak daleko.Już dwa lata minęły...A niedawno się urodził...

I z dziadkiem :)

Bardzo za nim tęsknię...Jak tylko wykuruję się po operacji to pojadę do mojego małego słoneczka :) I wyściskam go za wszystkie miesiące bycia osobno :)

Pozdrawiam czytających :)
Buziaki.
Śliweczka 

środa, 17 lutego 2016

Dzisiaj uśmiecham się od ucha do ucha:) 

Pogoda piękna,słoneczko świeci i mimo chłodu bo na termometrze tylko dwie kreski powyżej zera, to aż chce się wyjść i pooddychać tym chłodnym powietrzem. 

Dzisiaj śniło mi się że jestem w ciąży :) W senniku znalazłam że to oznacza spełnienie marzenia i lepsze życie,czyli ja to rozumiem tak że operacja się uda i będę mogła cieszyć się nowym,lepszym,chudszym życiem :)

Pozdrawiam czytających :)

poniedziałek, 15 lutego 2016

Zostało 149 dni do mojego nowego życia.Boję się strasznie,bo to poważna operacja.Im bliżej do terminu operacji tym większy stres.Myśl że się nie obudzę,że nie dam sobie rady z dietą po operacji mnie przytłacza.Ale wiem że nie ma odwrotu,otyłość zabija...

Przeziębienie już przeszło,choć powiem Wam że kaszel trzymał się mnie bardzo długo.To ta pogoda taka nie wiadomo jaka.Ni to zima ni to wiosna.Temperatury dodatnie,co tu na Podlasiu o tej porze roku jest niespotykane.Raz pada deszcz,a za chwilę śnieg.Teraz właśnie leje deszcz że aż dudni po szybach.

Widzę że mój blog jest odwiedzany kilkadziesiąt razy dziennie,pewnie w większości przez Dukanki,które zaglądają po przepisy,a to bardzo cieszy,że moje pisanie komuś sie przydaje.

Miałam założyć nowy blog,ale tak mi szkoda tego mojego dukanowego pisania :) Nazwa się zmienia co jakiś czas i pewnie jeszcze nie raz się zmieni,żeby ułatwić wyszukiwanie go w internecie osobom które jak ja teraz szukają informacji o operacjach bariatrycznych w skrócie CHLO (chirurgiczne leczenie otyłości) Powiem Wam że nie wiele jet takich blogów.Są fora,ale ja czuję sie tam nie komfortowo,jakiś ogólny chaos tam panuje,nie mogę sie tam odnaleźć.Jest na facebooku kilka grup,ludzie dzielą się swoimi doświadczeniami i fotkami z efektami diety pooperacyjnej.Do dwóch z nich należę,ciekawych rzeczy można się dowiedzieć.

Z racji tego że przed operacją postanowiłam trochę schudnąć stosuję dietę Dukana i dołączyłam na facebooku do grupy Dukanek.Ja pitolę...Administratorka tej grupy nie zna zasad diety,odsyła ludzi po przepisy na blog absolutnie nie dukanowy...Jakaś porażka.Wystąpiłam z tej grupy bo mnie szlak jasny trafiał jak ta kobieta tam administrowała.Czasem można źle trafić i potem płakać że waga nie spada.Ale cóż w tym dziwnego skoro administratorka w twarogu chudym w składzie widzi cukier (węglowodany w nabiale to laktoza),a odsyła na blog nie dukanowy po przepis na bułeczki które mają w składzie płatki owsiane i jakąś tam mąkę :) MASAKRA! Uważajcie gdzie trafiacie :) 

Wczoraj były Walentynki :) Niby nie obchodzę,bo okazywać miłość trzeba sobie cały rok,nie tylko od święta,ale mój Walenty zawsze w ten dzień pamięta o kwiatku dla mnie :) Kochany jest :) 

Mój synalek Mateusz jutro pierwszy raz idzie na kurs prawa jazdy :) Będzie kolejnym kierowcą w rodzinie,już czwartym :) 

Córka Klaudia już po studniówce,szykuje się do matury,a ja przeżywam to bardziej niż ona :) Najmłodsza Julia w tym roku kończy gimnazjum i wybiera się do technikum do Białegostoku,czyli będzie musiała tam mieszkać,bo to jest spory kawałek od domu.To trochę przeraża...Moja mała Julka sama w wielkim mieście :) A matka zawsze się martwi i przeżywa :)

Dziękuję za odwiedziny i komentarze.

Pozdrawiam czytających.

Wasza Śliweczka.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Dopadło mnie przeziębienie...Gardło boli,z nosa leci...
Jak ja nie lubię być chora :(  Kaszel mnie męczy,całą noc nie spałam.
Herbatka z miodem i cytryną wypita,potem zaserwuję sobie gorącą herbatkę z sokiem z aronii.Nie rozstaję się z chusteczkami,eh...
 

piątek, 22 stycznia 2016

Cześć :)

Jestem.Żyję.
Nie wiem od czego zacząć...
Może na początek o Dukanie.Dieta najlepsza jaką znam,jaką stosowałam.Pozwoliła mi bardzo schudnąć.Niestety,efekt jojo dopadł i mnie.Nie radzę sobie z utrzymaniem wagi.Zaczynałam dietę już kilka razy,chudłam 12,16,20 kg i niestety kilogramy wracają...

Dukan zniszczył mi zdrowie...No może nie sam Dukan bo tu nie było problemów,ale wracające z zawrotną prędkością kilogramy zniszczyły mi stawy i kręgosłup.Moje stawy skokowe i kolanowe są w tragicznym stanie.Co chwilę dopadają mnie zapalenia stawów,ponieważ brak chrząstki stawowej wywołuje tarcie kości o kość.
Rezonans magnetyczny mojego kręgosłupa wykazał wielopoziomową dyskopatię,w każdym kręgu lędźwiowym i szyjnym coś się dzieje.Nie mogę spać,bolą mnie ręce i nogi,od pośladka aż do stopy.Nie mam siły w rękach,występują drętwienia i chwilami nie mogę utrzymać kubka z kawą...

Musi pani schudnąć - słyszę od lekarzy,tylko nikt nie mówił jak to zrobić.No jak to zrobić to ja wiem tylko jak utrzymać wagę? Nie mogę ćwiczyć bo chory kręgosłup,nawet chodzenie z kijkami odpada bo chore stawy na to nie pozwalają...

Znalazła się jedna dobra duszyczka w tym świecie medycznym,moja doktor rodzinna.Zaproponowała mi operację bariatryczną czyli operację zmniejszenia żołądka.Dała skierowanie do chirurga i bo mój wskaźnik masy ciała czyli BMI kwalifikuje mnie do takiej operacji.

Byłam w sierpniu na konsultacji u chirurga w Białymstoku u wspaniałego lekarza,docenta Myśliwca.Zakwalifikował mnie na operację metodą gastic bypass,dał skierowania na badania - usg żył kończyn dolnych,usg brzucha i gastroskopię.Badania zrobiłam,usg mam w porządku,a gastroskopia wykazała bakterię helicobacter pylori w moim żołądku.Leczyłam przez dwa tygodnie te bakterie dwoma antybiotykami naraz.Robiłam kontrolne badanie kału,uf,jest czysto :)

Na kolejnej wizycie u chirurga dostałam kolejne skierowania - spirometria i kardiolog.Spirometria zrobiona,jest ok,a kardiolog dopiero na kwiecień.Ale mi się nie spieszy, ponieważ termin operacji mam na 12 lipca.Nie mogę się doczekać,choć strasznie się boję.To poważna operacja,ale jeśli nie operacja to czeka mnie wózek inwalidzki...Sama nie dam rady zgubić tych kilogramów.Po operacji samo sie nie chudnie,to ciężka praca i dużo wyrzeczeń żeby nie zaprzepaścić efektów operacji.

Operacje bariatryczne mają dużo przeciwników,ludzie na różnych forach wyśmiewają osoby po operacji od leni ,od wstrętnych grubasów którym się nie chce wziąć za siebie.Z racji tego że operacje są wykonywane na nfz ludzie piszą że grubasy operują się za ich pieniądze...Ja też płacę składki więc korzystam jeśli mogę.I zapewniam że operacja to nie jest pójście na łatwiznę,to walka o zdrowie i życie...

Na razie stosuję dietę Dukana żeby schudnąć troszkę do operacji,ale jem warzywa i owoce.

A co poza tym u mnie? 
W sobotę córka Klaudia ma studniówkę,Mateusz zaczyna kurs na prawo jazdy,a najmłodsza Julia wczoraj obchodziła 16 urodziny :)

Mój wnusio rośnie jak na drożdżach :) 28 lutego skończy dwa latka.Jest kochany :) Był u nas latem,szkoda że tak rzadko go widuję...


 
 


A teraz wygląda tak 



Mam też nowego mieszkańca,kota Antka :)





To tyle na dzisiaj...Może będziecie chcieli wiedzieć co dalej będzie się działo w moim życiu to zaglądajcie.Obiecuję że będę się odzywać :)

Pozdrawiam czytających.

Śliweczka  

sobota, 10 maja 2014

Hej!

Dziękuję Wam dziewczynki za ciepłe słowa.Moja waga szaleje,ale jestem szczęśliwa jak nigdy dotąd...Byłam u córki,widziałam wnusia :) Nie wypuszczałam Łukaszka z rąk,cały czas byłam przy nim,a kiedy musiałam wracać do domu to łzy same mi płynęły...Tęsknię za nim bardzo,jest taki kochany,maleńki i słodziutki.Kocham te jego śmieszne minki i uśmiech :)

Nie da się opisać tego szczęścia...Bycie babcią to coś pięknego...

A tu wnusio z moim synem:

Pięknie ubrany,mały elegancik na swój chrzest i ślub rodziców:

Ślub córki był piękną i wzruszającą uroczystością,a na weselu wszyscy dobrze się bawili.Było wesoło i bardzo rodzinnie,nie było widać gdzie rodzina panny młodej,a gdzie rodzina pana młodego,wszyscy się wymieszali i razem bawili.

Kilka zdjęć z wesela:

Z mężem,córką i jej chłopakiem:

Córki- najstarsza i najmłodsza:

Córka i syn:

Rodzice z maleństwem:

Córka i syn:

Moje córcie:

No to tyle zdjęć,nie chcę Was zanudzać :)

Szkoda że córka,zięć i wnuk tak daleko ode mnie mieszkają...To jest chyba największy mój problem na czas teraźniejszy.
Ale już na początku sierpnia cała moja kochana trójka przyjedzie do nas :) Już nie mogę się doczekać,bo każda chwila spędzona z wnuczkiem jest najpiękniejszą chwilą na świecie :)

Opiekowałam się Łukaszkiem na weselu,był tak grzeczny że goście weselni zaglądali do wózka i dziwili się że mimo głośnej muzyki i hałasu on spał i nawet przez chwilkę nie płakał.Kochany aniołek :)

Na dzisiaj to tyle.Odezwę się wkrótce.

Pozdrawiam czytających :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Witam tych którzy jeszcze tu zaglądają.

Pojawił się komentarz pod jednym z moich wpisów że wciąż ktoś chce czytać to co piszę i zagląda na mój blog z nadzieją że coś napisałam.

Moja dieta nie jest już najważniejsza,kilogramów mam więcej niż ostatnio.Okazało się że moja tarczyca nie pozwala mi utrzymać wagi...Moja waga skacze raz w dół raz w górę i tak w kółko.Obecnie czekam na wizytę u endokrynologa,może leki pomogą mi walczyć z tym wrednym tłuszczem.

Ale u mnie wiele się dzieje.Nadal pracuję,choć moje nogi odmawiają mi czasem posłuszeństwa,zwyrodnienie stawów daje znać o sobie.Ale to nie najważniejsze.

Najważniejsze jest to że 28 lutego zostałam babcią!!! Mój wnusio ma na imię Łukasz.

Niestety jeszcze nie byłam u wnusia,córka mieszka w Trójmieście,ja na Podlasiu...Daleko...Praca nie pozwala...Ale już 2 maja będą chrzciny maluszka,a ja mam urlop więc nareszcie przytulę moje słoneczko.

Już nie mogę się doczekać :) Nie wypuszczę z rąk Łukaszka :)

Oczywiście podzielę się z Wami wrażeniami z wizyty u córki,tym bardziej że razem z chrzcinami odbędzie się ślub córki,więc i wesele będzie :)

 

A na podwórku wiosna,wszystko zaczyna się zielenić,drzewa owocowe kwitną,kwiaty kolorowym dywanem pokryły trawnik,piękna pora roku.

Po świętach jestem rozleniwiona,nie chce mi się wracać do pracy :) Ale myśl że tylko cztery dni pracy i czeka mnie wyjazd do Trójmiasta dodaje mi skrzydeł :)

Pozdrawiam wszystkich wciąż tu zaglądających :)

Obiecuję że będę tu zaglądać i pisać co u mnie słychać.

Buziaki.

piątek, 22 marca 2013

Jestem,jestem i wciąż trwam z Dukanem...Mam za sobą 20 kg i czuję się leciutka jak piórko :)

Waga spada pomalutku,ale spada i to cieszy najbardziej.

Od 5 marca mam nową pracę,więc czas dzielę między rodzinę i pracę,na blogu bywam rzadko,ale obiecałam Wam że będę się odzywać,więc jestem :)

Wczoraj był pierwszy dzień wiosny,a u nas zima na całego,śniegu po kolana i mróz jak w samym środku zimy.Ja już chcę wiosnę...Mam dosyć zasypanych dróg,odśnieżania,zimna i lodu na drogach.Marzy mi się kawka pita na tarasie i spacer po lesie...

Nie mam teraz czasu na gotowanie,więc pochłaniam w wielkich ilościach jogurty naturalne i serki wiejskie.Dobrze że zakupiłam w WYPIEKARNI aromaty,bo bez nich jogurt już mi nie smakuje...Najsmaczniejszy jest kokosowy,pyyyycha.

Zbliża się Wielkanoc i znowu pokusa...Ja nie wiem czy dam radę oprzeć się ciastom :) Liczę że po świątecznych szaleństwach jedzeniowych zbyt wiele mi nie przybędzie na wadze :)

Napiszcie coś czasem,bo smutno bez Was...

Pozdrawiam.

wtorek, 26 lutego 2013

50 dag.brokuła
ser zółty (domowej roboty,ser odtłuszczony piórko,serek wiejski lub inny ser
sól,pieprz
4 jajka (ilość dowolna,u mnie były 4)
łyżeczka przyprawy do pizzy

Brokuł podzielić na różyczki i obgotować kilka minut w niewielkiej ilości wody.Ułożyć brokuła w naczyniu żaroodpornym.Posypać serem startym na tarce (nie miałam sera żółtego to osączyłam serek wiejski ze śmietanki,dodałam do niego soli,pieprzu i przyprawę do pizzy) ,posypać przyprawa do pizzy.Zrobić miejsca (dziury między brokułami) na jajka i wbić jaja delikatnie żeby nie uszkodzić żółtek.Posypać solą i pieprzem.Piekarnik rozgrzać do 180 st i zapiekać ok.20 min.

Przepis znaleziony na blogu "Z KOTEM W KUCHNI"

1 jajko
2 tabletki słodzika
1 łyżeczka budyniu waniliowego
aromat (u mnie śmietankowy)
żurawina pokrojona na mniejsze kawałki

Patelnie teflonową przetartą kroplą oliwy rozgrzać na dużym palniku,ale zmniejszyć ogień do minimum.
Białko ubić ze szczyptą soli na sztywno,dodać rozkruszony słodzik,żółtko i cały czas miksując dodać budyń i na końcu aromat.
Nakładać łyżką krążki ciasta na patelnię,posypać żurawiną i nakryć pokrywką.Piec aż spód zrobi się widocznie suchy.Zdjąć pokrywkę,chwilę odparować i przewrócić na drugą stronę,przykryć pokrywką.Zdjąć pokrywkę,odparować i zdejmować z patelni.

Oryginalny przepis znajdziecie tu:

http://dukan.blox.pl/2011/02/Watrobka-duszona-w-sosie-musztardowym.htm

Naprawdę pyszna wątróbka!

1/2 kg.wątróbki drobiowej
1 cebula pokrojona w większą kostkę
3 łyżki jogurtu naturalnego
2 łyżeczki musztardy dijon
1/3 szkl.wody
1/4 łyżeczki tymianku
1/4 łyżeczki cząbru
1 łyżeczka skrobi kukurydzianej
sól,pieprz

Wątróbkę z cebulą podsmażyć na mocno rozgrzanym teflonie podlewając delikatnie wodą.Posypać pieprzem.Wlać 1/3 szkl.wody i wsypać zioła (można użyć majeranku lub ziół prowansalskich)Jogurt wymieszać ze skrobią i musztardą,wlać do wątróbki i na małym ogniu dusić około 10 minut.Na końcu posolić (solę wątróbkę na końcu,jest wtedy delikatniejsza)

Znalezione na blogu "Z KOTEM W KUCHNI"

Na ciepło jest to taki sojowy pasztet,ale kiedy wystygnie mamy smaczny chlebek i co najważniejsze można go zjeść ile się chce,bez ograniczeń!

100 g suchych kotletów sojowych zmielonych tylko raz w maszynce do mięsa na mąkę
250 g twarogu z kostki
1/2 łyżeczki soli
1 czubata łyżeczka czosnku granulowanego
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki wody (zależy od konsystencji twarogu)

Rozgrzać piekarnik do 180st.Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia.Mąkę sojową wymieszać z resztą suchych składników,dodać twaróg i ew.wodę jeśli masa jest zbyt sucha. .Wymieszać.Masa będzie sypka.Włożyć do formy,docisnąc.Piec 40 min.Po upieczeniu wyjąć z formy i dosuszyć na kratce w piekarniku kilkanaście minut.

Pyszny sernik na zimno z twarogu mielonego z wiaderka,na biszkopcie.

BISZKOPT- taki jak na ciastka z kremem:
4 jajka
3 łyżki budyniu waniliowego na skrobi
słodzik do smaku
2 łyżki mleka zagęszczonego light
aromat waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka octu jabłkowego   

Nastawić piekarnik na 180 st.Żółtka z budyniem zmiksować,dodać proszek,ocet,słodzik,aromat z mlekiem.Ubic pianę z białek i po trochu dodawać do masy żółtkowej,delikatnie mieszając.Wylać na tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia i piec do zrumienienia (ok 10-15 min)

MASA SEROWA:
wiaderko sera mielonego na sernik
2 pełne łyżki żelatyny namoczone w zimnym mleku,podgrzane i rozpuszczone
słodzik do smaku (zależy jakie słodkie lubimy)
aromat sernikowy lub waniliowy
łyżka kakao
3/4 szklanki mleka skondensowanego light (może być więcej,ilośc mleka zależy od sera,im bardziej zbity i suchy tym więcej mleka)

Zmiksować ser ze słodzikiem i aromatem,na końcu dodać przestudzoną żelatynę,dobrze i szybko zmiksować.Podzielić masę na pół,do jednej części dodac kakao.

GALARETKA:
gotowa galaretka bez cukru albo jak u mnie syrop wiśniowy bez cukru rozrobiony z wodą (ok.1/2 litra) i 1 1/2 łyżki żelatyny

Zagotować wodę z sokiem,dodać namoczoną w odrobinie zimnej wody żelatynę,rozpuścić.Pozostawić do wystudzenia.

Na zimny biszkopt wylać masę serową kakaową,wyłożyć masę białą,pozostawić do zastygnięcia.Kiedy masa serowa zastygnie wylać tężejąca galaretkę.Schłodzić w lodówce.

Cześć.

Trwam w diecie nadal.Staram się mniej grzeszyć,nie zawsze wychodzi,ale idzie mi nieźle.

Mallinko,kochana dołączaj,razem będziemy pchać ten wózek.

A nas znowu zasypało...Moje pieski miały radochę,bawiły się w śniegu i nie chciały wracać do domu

 

Teraz jest temperatura dodatnia i leje się woda z dachu.Takie sople się nam potworzyły

A to już mój synuś Mateusz.Wszyscy musieliśmy szuflowac ten śnieg,bo byliśmy odcięci od świata.300 metrów drogi odśnieżone :)))

Dzisiaj na obiad będą uda z kurczaka z grilla (patelni grillowej) w ziołach i z sosem czosnkowym.Mam jeszcze watróbkę od wczoraj,więc chyba ją zjem na kolację.

Miłego dnia.

piątek, 22 lutego 2013

Witam moich "czytaczy" 

Waga stoi,ale może to dlatego że teraz mam dni warzywne.

Quit,zaczynaj,zaczynaj dietkę,na pewno tym razem tez się uda.Ja nie myślałam że po raz kolejny będę na Dukanie,ale tak to jest jak człowiekowi prędko do normalnego jedzenia i nie skończy dukania aż do 4 fazy.Potem są niespodzianki w postaci wracających kilogramów i od nowa trzeba walczyć.Dobrze że mój organizm nie uodpornił sie na białka i waga spada Ja będę walczyła z kilogramami aż w końcu uda mi się osiągnąć wymarzoną wagę 70 kg.
Najgorsze są te imprezy czekające po drodze...1 marca moja Klaudia kończy 17 lat,4 marca mąż ma imieniny,potem święta Wielkanocne...Eh....Żeby udało się nie grzeszyć...

Chciałam Wam napisać o aromatach do ciast które ostatnio królują u mnie w domu.Zamówiłam sobie kilka aromatów ze strony "WYPIEKARNIA" i juz wiem że to nie będzie moje ostatnie zamówienie.Aromaty są boskie   Kupiłam aromat maślany,kokosowy,toffi,czekoladowy,orzech laskowy i miodowy.Do tej pory dieta nudna nie była,ale teraz nudna nie będzie na pewno.Wiecie jaka pyszna jest kawa z aromatem toffi? A jogurt z aromatem kokosowym? A nutella z aromatem orzecha laskowego to niebo w gębie.Polecam naprawdę te aromaty bo są świetne,doskonale aromatyzują potrawy i stosuje się ich naprawdę niewielką ilość żeby pachniało pięknie w całym domu świeżo wyjętymi z piekarnika kokosankami lub ciasteczkami maślanymi :)Jaka ja byłam głupia że wcześniej nie zamówiłam tych aromatów 

To na dzisiaj tyle.

Życzę powodzenia w diecie wszystkim "odchudzaczkom".

poniedziałek, 18 lutego 2013

Kupiłam w biedronce gotowe mięso mielone z indyka i zrobiłam takie oto kotlety:

1/2 kg mięsa mielonego z indyka
1 cebula
przyprawa do mięsa mielonego
majeranek
pieprz
łyżka lnu mielonego podwójnie odtłuszczonego (do kupienia w aptece)
1 jajko
3 szczypty czosnku granulowanego

sos:1/2 kostki rosołowej drobiowej o obniżonej zawartości tłuszczu (kostka do smaku winiary)
       pół pęczka koperku
       pół szklanki wody
       3 łyżki jogurtu naturalnego,gęstego
       łyżka lnu mielonego do zagęszczenia sosu

Mięso wymieszać z posiekaną cebulką,jajkiem i przyprawami,usmażyć na teflonie.

Wodę w garnuszku zagotować,rozpuścić w niej kostkę rosołową i zagęścić lnem rozmieszanym w odrobinie zimnej wody.Zdjąć z ognia.Dodać jogurt i szybko wymieszać rózgą.Wsypać koperek,wymieszać.Polać kotlety na talerzu.

Jestem znowu.

Waga spada.Wstyd mi się przyznać ile kilogramów mi wróciło.Musze walczyć z tą wagą bo wiem że można wyglądać świetnie i szczupło,więc muszę wrócić do tej Śliweczki sprzed dwóch lat.

Joan_mj,ja też chudnę po raz któryś.Dietę ponownie zaczynałam kilka razy,ale nie wytrwałam.Teraz jest inaczej.Zawzięłam się i dopnę swego,choć ciężko jest jak cholera.Ja zaczęłam 1 stycznia i jak na razie mam 15 kg mniej.Piszesz że od 14 stycznia zgubiłas tylko 5 kg.Tempo spadku wagi zalezy od wielu rzeczy.Podstawowa sprawa to to z jakiej wagi startujesz,im wyższa waga startowa tym szybciej waga spada.Druga rzecz to produkty tolerowane w diecie np.skrobia kukurydziana,kakao,jogurty owocowe.Jeśli waga słabo spada albo stoi to najlepiej jest odstawić te wszystkie smaczności i jeśc tylko to co dozwolone.Ja jak zaczynałam dietę w 2009 roku to nie jadłam nic oprócz tego co dokładnie zalecał Dukan i waga leciała jak szalona w dół.Teraz jest tyle produktów w sklepach że człowiek głupieje robiąc zakupy.
Następna sprawa to woda.Jeśli zapomnimy o piciu co najmniej 2 litrów dziennie to po pierwsze zrobimy sobie krzywdę,bo zakwasimy organizm,a po drugie waga przestanie spadać.

Nie wiem jaka jest przyczyna małego spadku wagi u Ciebie Joan,może napisz coś więcej,co jesz ile wypijasz,z jakiej wagi startujesz.

Ja wypijam dziennie 2 litry zielonej,zimnej herbaty.Nic tak dobrze na mnie nie działa jak herbatka zielona :)

Dzisiaj na obiad będzie rosołek z makaronem na udzie z kurczaka.na śniadanie zjem bułkę z patelni z szynką drobiową,a na kolację nie mam pomysłu :) mam chętkę na sernik,ale robić mi się go nie chce.Jakoś tak leniwie dzień się zaczął.

Pozdrowionka wszystkim dukajacym i całej reszcie zaglądających do mnie.

czwartek, 14 lutego 2013

Hej,hej! To znowu ja :)

Grzeszę...Oj,grzeszę...Nie mogę się zebrać do kupy i zacząć przestrzegać Dukana tak jak trzeba.Wciąż sie pojawia jakaś lampka wina,jakieś ciastko,owoc...Ech,jak mi ciężko...

Ale dzisiaj nie będę się smucić,bo dzisiaj Dzień Świętego Walentego,święto wszystkich zakochanych i kochających.

Mój Walenty jest dzisiaj w pracy,będzie czekała na niego romantyczna kolacja :)

Wszystkim zakochanym i kochającym życzę miło spędzonych Walentynek.

Wstawiłam kilka przepisów,takie tam proste żarełko :)
Zmieniłam tez nazwę bloga,ze "Śliweczka i protal" na "Śliweczka i Dukan". Jak widzę nazwisko doktorka Dukana to jakoś mi tak lżej...Mam nadzieje że to Wam nie przeszkadza?

Pisałam Wam już że mam w domu szczurka :)A oto nasza nowa maskotka Koka:

Na razie ją oswajamy,wypuszczamy i pilnujemy zeby nam nie uciekła i szkód nie narobiła :)
Nie spodziewałam się że szczury to takie inteligentne zwierzęta.Zaczyna juz reagować na swoje imię i poznaje czyje ręce są wkładane do klatki,od obcych rąk ucieka.Na razie jest mała,mamy ją półtora miesiąca.Lubi wchodzić pod bluzkę :)A Wy lubicie gryzonie?

Czy są jeszcze dukające osoby,czy tylko ja dukam?

Do następnego napisania :)

 

 

1 patrąg lub inna ryba  (ja pokroiłam na dzwonka)
przyprawa do ryb
pieprz
sok z cytryny

opakowanie świeżego szpinaku (ja miałam z biedronki)
3 łyżki jogurtu naturalnego
czosnek granulowany
pieprz,sól

Rybę skropioną sokiem z cytryny i obsypaną przyprawami upiec w rękawie,usmażyć na teflonie lub jak ja to zrobiłam na folii aluminiowej położonej na patelni grillowej (pod przykryciem)

Szpinak oczyścić,oderwać łodyżki i wrzucić do garnka z 3 łyżkami wody.Podgotować aż woda wyparuje,a szpinak zmięknie.
Zostawić do lekkiego ostudzenia.
Dodac do szpinaku czosnek,sól,pieprz i jogurt.Wymieszać.Rybę ułożyć na szpinaku.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17