Podrzuć czasem do kominka...
ministat liczniki.org
Kategorie: Wszystkie | EFEKTY DIETY | Jak chudnę i tyję | PRZEPISY DUKANA
RSS

Jak chudnę i tyję

środa, 28 lipca 2010

Witam w gorącą i słoneczną środę!

No i doczekałam się przyjazdu rodziców.Rozmowom nie było końca...Poszliśmy spać po północy...Światła nie było bo straszna burza przeszła nad nami ,więc przy lampie naftowej i świecach rozmawialiśmy...Mama wygląda świetnie w swojej nowej figurce :) Trochę zazdroszczę jej tej III fazy...

Dzisiaj mam chwilkę,bo rodzice po obiedzie poszli odwiedzić moją babcię,mojej mamy mamę-92- letnią staruszkę.

Maragretko,moja silna wola się znalazła!!!! Od wczoraj mam o 1kg mniej :) Nie wiem na jak długo wróciła,ale mam nadzieję że na stałe.Twoja też się znajdzie,napewno.

Małgosiu,wiem co to znaczy brak silnej woli...Dobrze by było żeby I Twoja silna wola wróciła.

Cotta,gratuluję utratry tylu kilogramów w tak krótkim czasie.Oby tak dalej...

Wanilio,Tobie również gratki wielkie tej 17!!!!!!!!!

Aquarelllo,witam i dziękuję :)

Lusiaczek,to dzięki Twojemu komentarzowi postanowiłam że muszę dac radę i narazie nieźle mi idzie :)Dziękuję Ci bardzo :*

Ansherai,dziękuję za gratulacje.

Mrs.Dukanowa Tobie również gratuluję tej wzmianki w przyjacółce.To było bardzo miłe :)

Turkawko,nie będę Cię kopać w cztery litery,ale nagana murowana jeśli do stycznia nie schudniesz tych 18 kg :) Weź się w garść i do boju!!!!!Ja już zaczęłam walkę na nowo!
I masz rację-w kupie siła!!!!

Imasumak gratuluję III fazy!!!! No pięknie,następna dukanowiczka osiągnęła wymarzoną wagę.To piękne...Motywujesz do dalszej walki i ja już się ogarnęłam :)))))

Jestem uziemiona w domku,bo autko się zepsuło...Eh,gracik stary więc ciągle coś się sypie.Czas chyba na wymianę autka.Muszę się troszkę ogarnąc,bo na pazurkach lakier pozłaził i brwi zarosły krzaczorami...A tak mi się nie chce...Ale trzeba jakoś wyglądać ,no nie?

Na obiad dzisiaj botwinka i mielone z fasolką szparagową i bułeczką na masełku dla rodzinki,a kurczę gotowane dla mnie.Bez rewelacji...

Na kolację mam jeszcze słoiczek mielonki własnoręcznie zrobionej z mięska drobiowego.Jest przepyszna.Przepisik wstawię w dziale z przepisami.

Pozdrawiam Was gorąco,życzę udanej walki z kilogramami,tym którym potrzeba silnej woli to życzę jej powrotu i miłego popołudnia i wieczoru.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Witam w pochmurny,chłodny poniedziałek.

No to pogoda nam się troszkę zepsuła.Ale deszcz też się przydaje,tym bardziej że strasznie sucho jest ostatnio.A roślinki potrzebyją wody...

Kupiłam wczoraj gazetę "Przyjaciółka" i czytam sobie artykuł dotyczący naszej dukanowej diety i co widzę? Adres mojego blogu podali!!!!!!!!!! I jeszcze adres Mrs.Dukanowej!!!!!!!!! Ale jazda! Z tego wszystkiego zasnąć nie mogłam :))))))) No,no,no...Mój blog w Przyjaciółce...

Jutro przyjeżdżają do mnie moi rodzice,dawno ich nie widziałam,zawsze tylko kontaktujemy się telefonicznie.Jestem ciekawa jak mama wygląda,bo schudła na dukanie sporo i jest już w III fazie.Za to tata nie da się przekonać do białek i robi się coraz szerszy :)))) A szkoda,bo w jego wieku przydało by się zadbać o zdrowie...

Wczoraj do późna siedziałam na blogu i uzupełniałam zdjęcia w przepisach,bo durnowata wzięłam i usunęłam z zasobów blogu część zdjęć i się nie otwierały :) Tak to jest jak się baba ze wsi weźmie za bardziej skomlikowane rzeczy :) Ale teraz powinno być już wszystko ok.

Mam sporo cukinii i muszę coś z tym zrobić,tylko zastanawiam się co,bo pomysłów mam sporo :) Będę myśleć i może z tego myślenia coś wyniknie.

Nie mam pomysłu na obiad,może ta cukinia się przyda?! A rodzinka co będzie jeść? Hm...Wczoraj objadali się babką ziemniaczaną,a dzisiaj może jakieś mięsko? Oj,ciężko jest gotować obiady kiedy jedno je białkowo,inni lubią mięso,a jeszcze inni na widok schabowego mają odruchy wymiotne...Eh...

Kurcze,codziennie rano mówię sobie:od dzisiaj nie podjadam-a kończy sie to tym że coś skubnę...Gdzie się podziała moja silna wola? Może Wy ją widzieliście?Gdybyście ją spotkali przypadkiem to powiedzcie jej że czekam na nią,ok?????

Pozdrawiam gorąco wszystkich tu zaglądających.

Godzina 15.59

Witaj Mikafi na moim blogu.Dziękuję Ci za gratulacje i bardzo miłe słowa dotyczące blogu.Staram się pisac o wszystkim :) Nie przejmuj się zastojem,waga w końcu ruszy,trzeba troszkę cierpliwości.Ja życzę Ci żeby waga zaczęła znowu spadać.


Witam też Cottę.12 kg to świetny wynik!!! GRATULUJĘ! I życzę następnych 10 kg :)Ja też nie potrafię zjeść już tyle co przed dietą i to bardzo mnie cieszy,bo nie objadam się już jak prosię :)

Imasumak,myślałam już o przejściu chwilowym na III fazę,ale postanowiłam że wezmę się za siebie jeszcze w lipcu i musi mi się udać ! Dziękuję Ci kochana za troskę,wiem że moja waga powinna być już taka jaką sobie wymarzyłam ,a wciąż tkwię w miejscu,ale wiem też że to tylko chwilowe :) MUSZĘ BYĆ LASKĄ I WIEM ŻE BĘDĘ!!!!!! A widziałaś może gdzieś moją silną wolę???Jeśli tak to powiedz żeby wracała bo ja mam chęć chudnąć dalej!

Buziaczki :*

sobota, 24 lipca 2010

Witajcie w gorącą sobotę.


Na termometrze w cieniu 28 stopni i duszno...Zanosiło się wczoraj na deszcz i burzę i nie spadła nawet kropelka...Znowu praży słońce...

Wczoraj wieczorem wyskoczyłam na godzinkę nad jeziorko ochłodzić się i popływać (mam nadzieję że moje wiszące ramiona troszkę się wchłoną :) )Dzieci nie chciały wracać do domu tak pięknie jest w wodzie...

Maragretko,przeczytałam o zupie wiśniowej z młodymi ziemniakami i zastanawiam się nad smakiem :) Ja często gotuję zupę owocową,najczęściej z wiśni i truskawek,ale zawsze podaję ją z makaronem,więc ziemniaki mnie troszkę zdziwiły :) Ale taka wytrawna z ziemniaczkami musi być pyszna.Może wyprubuję kiedyś ten przepis.Ja też jem owoce,w zeszłym roku nawet nie próbowałam owoców i strasznie za nimi tęskniłam.W tym roku troszke sobie odpuściłam i kiedy zrobi się chłodniej wracam na łono Dukana.

Dzisiaj spaliśmy z mężem na podwórku pod namiotem :) W domu jest tak gorąco że mimo pootwieranych okien nie czuć chłodu.W namiocie było super,nie za gorąco i księżyc pięknie świecił...

Nie mam dzisiaj pomysłu na obiad.Chyba jakieś kurczę rozmrożę i coś z niego skombinuję.

Moja krówka Marcysia miała termin porodu na czwartek i jeszcze nic...Musimy jej pilnować żeby broń Boże coś się nie stało,jakieś komplikacje czasem się zdarzają.A ona nie chce się cielić i już! Mam nadzieję że wkrótce zobaczymy małego cielaczka :)

Pozdrawiam z gorącego Podlasia i miłego dnia życze.

piątek, 23 lipca 2010

Witam w piątek!

I znowu słońce przygrzewa...Ale duszno i gorąco...Można by się poopalać,ale ja na słońcu nie uleżę,zbyt mocno praży.A co robić w taki upał? Jeziorko dzisiaj zaliczę napewno,ale wieczorkiem bo teraz spaliłabym się na węgielek :) A już mam podpieczone ramiona i plecy.

Mój mąż wrócił z pracy z nocnej zmiany i sobie śpi,a ja wypiłam kawkę,zjadłam śniadanko - jak zwykle otrębiankę i teraz chwilka przy komputerze ,zanim zacznę szykować obiadek.A dzisiaj dla rodzinki pierogi z owocami polane śmietanką :) A ja co dzisiaj zjem? Może jajka? Moje młode kurki zaczęły się nieść i zasypują mnie jajkami więc dzisiaj na obiadek jajka.Tylko jeszcze nie wiem pod jaką postacią...

Czeka mnie dzisiaj wyjazd do miasta,bo zakupy na sobotę i niedzielę trzeba zrobić.Tak gorąco że nie chce się wsiadać do samochodu,bo w środku jest jak w saunie,momo tego że nie stoi na słońcu.Ale w lodówce zostało już tylko światło :) więc na zakupy wyruszyć czas!

Moje pociechy zajadają drożdżówkę z dżemem,a ja mogę tylko ślinkę przełykać :))))))

Witam na blogu Roxanne,byłam u Ciebie i zostawiłam komentarze :) Życzę powodzenia w walce z kilogramami.

Asienko,fajnie że mimo tego że od dawna jesteś szczupłą laseczką zaglądasz do mnie :) Urlop w Polsce...A ja bym chciała pojechać gdzieś dalej...Egipt,Turcja...Chociaż temperatury ostatnio w Polsce mamy afykańskie :)Fajnie że planujecie ślub kościelny i wesele.Ja nigdy nie zapomnę swojego wesela...I choć było ono w garażu (taki duuuuży garaż na maszyny rolnicze),to było bardzo fajnie.Grał zespół i było ponad sto osób.Ale to dawne czasy były :)Czasem wracam do kasety z wesela i śmiejemy się z mężem z siebie :)Fajnie tak czasem powspominać...

Turkaweczko u Ciebie pada?Oj ,jak masz fajnie...A u mnie jest jak na patelni - w cieniu 30 stopni...

Ktoś pstryknął mi zdjęcie nad jeziorkiem,nawet nie wiem kto...Ktoś z rodzinki,ale nikt się nie przyznaje :)

Ale to nic...Nie widać mnie prawie :))))

Wczoraj przez ten upał wypiłam tyle wody że całą noc biegałam do łazienki.I weź tu się wyśpij ,jak pęcherz na to nie pozwala :)))Dzisiaj będzie to samo ,bo już wypiłam litr zielonej herbaty i kawę...A do wieczora daleko.Kupiłam sobie ostatnio w biedronce zieloną herbatę ze skórką grejpfruta.Super orzeźwia i jest pyyyyszna.

Pozdrawiam wszystkich zaglądających na mój blog i życzę Wam miłego dnia.

środa, 21 lipca 2010

Witam w gorące i słoneczne popołudnie.

Och,jak gorąco...Nie ma czym oddychać...Kocham lato,ale te upały są nie do wytrzymania!

Turkaweczko,ja też grzesze...Ale trzymam wagę w ryzach i nie daję jej zbytnio podskoczyć.A gorącą jagodziankę to i ja bym wszamała hihi :) Ciesze się że załamanie minęło i tak trzymaj!Kiedy będziesz już laseczką to wszyscy będą Cię podziwiać i  dopiero wtedy pokażesz im jaka jesteś silna!

Aniu,widze kilka błędów w Twoim menu.Przede wszystkim kiedy masz dni białkowe zjadasz ogórka kiszonego co nie jest dozwolone,ponieważ możemy używać w małych ilościach (jako przyprawy)ogórka konserwowego,czyli takiego z octu.Pozatym mozarella light jest mimo wszystko chyba zbyt tłusta,możemy jeść nabiał do 5% tłuszczu,ale im chudszy tym lepszy.Z tego co widze to jesz niewiele,a w diecie Dukana chodzi o to żeby najadać się do syta ,a nie głodować.Nie napisałaś nic o tym ile płynów wypijasz,bo musisz pamiętać że trzeba wypijać bardzo dużo,conajmniej 1/2-2 litry dziennie.Ja wypijam dużo więcej bo 2 kawy,2 litry zielonej herbaty i litr wody mineralnej,a czasem nawet więcej.Jeśli nie będziesz piła to waga nie będzie spadać.Myślę że to tyle z tego jadłospisu co napisałaś.Mężczyźni chudną szybciej,a my kobiety zatrzymujemy wodę w organiźmie kiedy zliżają się "te dni" i wtedy nawet waga może rosnąć...Tak to już jest na tym świecie że kobieta ma zawsze pod górkę...

Byłam dzisiaj na zakupach,o skończyły mi się już moje jogurty i lodówka świeciła pustkami.Ze świeżego rabararu ugotowałam chłodnik z makaronem (choć co niektórzy mówią że rabarbar po kwitnieniu nie nadaje się do jedzenia,ja tam jem go tak długo jak rośnie w ogródku)Chłodnik był naprawdę pyszny.Później wstawię przepis.Na takie upały kwaskowaty,zimny chłodnik był pyyyyycha!!!!!

Życzę Wam miłego wieczorka.

wtorek, 20 lipca 2010

Kochani...

Bardzo przepraszam za moją nieobecność na blogu,ale mój internet kompletnie sfiksował...Musiałam zastąpić mój modem routerem bezprzewodowym i teraz mój internet działa tak szybciutko że aż nie chce mi się wierzyć że to prawda :)

Pozatym teraz jest czas sianokosów i czasu nie było zbyt wiele...A upały spowodowały że siedzę wieczorami nad jeziorkiem,a w niedzielę spędziłam z rodzinką nad wodą prawie cały dzień.

Mój mąż miał urlop więc wolny czas poświęcałam jemu i dzieciom,bo dzieci też teraz pełno w domu bo są wakacje :) Ale teraz już postaram się Was nie opuszczać na dłużej niż kilka dni :) OBIECUJĘ!!!!!

Turkaweczko kochana,przepraszam że nie byłam w stanie Ci pomóc w trudnych chwilach.Mam nadzieję że poradziłaś sobie i że wszystko u Ciebie ok?

Wanilio,ja też mam "za dużo" skóry tu i ówdzie,ale najwięcej na brzuchu i ramionach (niestety króciutki rękawek i bluzeczki na ramiączkach nie dla mnie) Myślę że można by było spróbować ćwiczyć trochę ten brzuch i ręce,ale ja nie mam na to czasu.Pozostaje operacja...Ale na to na razie mnie nie stać :) Nie wiem co poradzić Twojej koleżance,niech stara się masować ten brzuch i ćwiczyć (wystarczy poszukać w internecie ćwiczeń na mięśnie brzucha) ,a na ramiona to słyszałam że zwykła plastikowa butelka po napoju wypełniona wodą podnoszona podczas np.oglądania telewizji może trochę pomóc.No i oczywiście pływanie...Ja pływam często i mam nadzieję że moje ramiona choć troszkę się wchłoną.

Perlla Szpilka-dziękuję za kciuki i za miłe słowa.Gratuluję utraty kilogramów i również pozdrawiam.

Aniu,nie mam pojęcia dlaczego Twoja waga nie spada.Musisz przeanalizować wszystko od początku-czy nie jesz zbyt dużo skrobii kukurydzianej lub innych tolerowanych produktów,czy dużo pijesz itd.Twój mąż ładnie chudnie (gratulacje),ale mężczyźni na Dukanie chudną szybciej (tacy szczęściarze )Przemyśl  wszystko i napisz coś więcej ,np.co zjadasz w ciągu dnia,może to mi coś podpowie.

Maragretko kochana,tak to Czeremcha była u mnie na początku lipca.Ona jest już w IV fazie i może jeść wszystko,ale tak przyzwyczaiła się do naszej diety że nie używa już pszennej mąki tylko żytnią,nie je wszystkiego tego co wcześniej (choć piwkiem nie gardzi hehe),ale najważniejsze że nie tyje i rzeczywiście straszna z niej chudzinka :) Dziękuję za pozdrowienia,Czeremcha również dziękuje i Ciebie pozdrawia.

Muszę sporo rzeczy przeczytać i nadrobić żeby być na czasie :) Odezwę się wkrótce :)

Miłego wieczorka życzę.

wtorek, 06 lipca 2010

Witam wszystkich serdecznie!!!!

Stęskniłam się za Wami...Miałam okropne problemy z internetem,ale zapomniałam też troszkę o internecie ponieważ była u mnie siostra i nie miałam czasu zająć się tym problemem.Ale już wszystko w porządku i mam nadzieję że internet będzie działał bez zarzutów.

Widzę że coraz więcej osób zagląda do mnie i to mnie bardzo cieszy.Witam Jukejkę,Moniaczka,Agatę (ja też mam na imię Agata ),Ulę,Optymi-stkę,Edytę,Elenę...Jeśli kogoś pominęłąm to przepraszam,ale troszkę nowych osób się ujawniło i nie spamiętam wszystkich :) Cieszę się że czytacie moje wypociny i że przepisy Wam się podobają.A jeśli Wam się blog podoba i chcecie iść w moje ślady to znaczy że powstanie tego bloga było dobrym pomysłem :) Nie wiedziałąm że tyle chętnych do odchudzania osób się znajdzie :)))Cieszę się że swoimi przepisami mogę Wam czasem osłodzić dietę :)

Imasumak,niestety nie mam co zaznaczać na suwaczku,ponieważ waga z suwaczka stała się troszkę nieaktualna przez moje wybryki :) Troszkę mi przybyło i po zgubieniu 1,3 kg jeszcze nie wróciło na miejsce wagi suwaczkowej :)Wstyd...

Moja siostrzyczka pojechała dzisiaj do domu,szkoda że tak krótko u mnie była...Teraz przyjedzie w sierpniu więc już niedługo się zobaczymy.Pod koniec lipca przyjadą do mnie moi rodzice,już się nie mogę doczekać.

Asienko,w autku zastępczym Ci się źle jeździło powiadasz...Ja teraz zasuwam swoim autkiem już wszędzie,już minął pierwszy strach jazdy bez instruktora :) Mąż czasem marudzi,ale wiadomo...On ma prawko od 20 lat,a ja od kilku dni więc czasem coś mi nie wyjdzie...A on się denerwuje :) Ale powiedziałam mu ostatnio że jeszcze raz zwróci mi uwagę to go wysadzę i dalej pójdzie pieszo :) Bo ja jeszcze przecież nabieram wprawy,uczę się...A on nerwusek jeden mnie denerwuje...

Ale u mnie upał...Siedzę,przeciąg zrobiony,a nawet firanka się nie rusza...Nie ma czym oddychać.Do tej pory nie kupowałam sobie żadnych spódnic,ani krótkich spodenek bo wychodziłam z założenia że na razie będę chodzić w tym co mam,a jak jeszcze schudnę to sobie kupię.Ale dosyć już zakrywania się w długich spodniach,kupiłam sobie dzisiaj krótkie spodenki :))))

Dzisiaj na obiadek rosołek z kluseczkami i udko gotowane.Dla rodzinki żurek z białą kiełbaską i ziemniaczkami.Zjadłabym żurek...Może kiedyś :))))

Pozdrawiam Was gorąco i dziękuję że jesteście...

poniedziałek, 05 lipca 2010
Witajcie kochani. Niestety nie mogę zaglądać na bloga z powodu problemów natury technicznej.Jak tylko się z nimi uporam to się odezwę. Witam oczywiście wszystkie nowe osoby,zapraszam do wspólnego dietowania i życzę powodzenia.Śliweczka.