|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
TU BYWAM:
ministat liczniki.org
|
DIETA
sobota, 17 marca 2012
piątek, 02 marca 2012
Hej,hej...Jestem tu!
czwartek, 01 marca 2012
Witajcie. Jakiś czas mnie nie było,ale nie odpuściłam,wciąż jestem na diecie.Moja waga ostatnio stanęła na minus 11,5 kg i stoi. Dzisiaj są urodziny córci,a w niedzielę imieniny męża,więc nie wiem czy waga ciut nie wzrośnie,ale to bedzie tylko chwilowe,bo zaraz po szaleństwach wracam do proteinek :) Robię dzisiaj po raz pierwszy odkąd dietuję pasztet.Jak mi wyjdzie dam Wam znać jak się zrobi i jak spróbuję czy wart jest uwagi :)Mam nadzieję że wyjdzie pyszny,bo mam na niego od dawna ochotę. Coś ucichło tu,zginęli gdzieś goście,chyba już zbrzydło Wam czytanie nowości z życia Śliweczki? Ja tu nadal jestem i może nie za często,ale będę co jakiś czas wpadać żeby dać Wam znak że jeszcze żyję i że dietuję. Pozdrawiam cierpliwie czytających mój blog. Protalinka-Śliweczka
piątek, 17 lutego 2012
Witam w piątkowy wieczór. No tych pączków zostało tyle że mogłabym jeszcze drużynę piłkarską nakarmić.Wszyscy się najedli (objedli) i maja dosyć.Resztę zamroziłam na czarną godzinę,a może czasem nie będzie nic do kawy to wyjme te pączusie i słodkości do kawy gotowe :) Ja nie mogłam nie spróbować pączka,smażyłam takie mniejsze żeby przy zjedzeniu większej ilości nie były aż tak wielkie te wyrzuty sumienia :) Zjadłam 3 sztuki (wstyd) przyznaję się bez bicia ...były pyyyyszne :) I o dziwo...Dzisiaj rano na wadze zobaczyłam 600 g mniej! Czyżby te pączki były odchudzające? No napewno nie jeśli zawierały cukier i były smażone na tłuszczu,a moje takie właśnie były.Waga drgnęła i to w dobrą stronę więc jak się nie cieszyć !!!!! Kiedy powiedziałam o tym córce to stwierdziła że na takiej pączkowej diecie to i ona mogłaby byc :)))) Obiecałam zdjęcie pączusiów?Proszę bardzo: Wiem,wiem...Nie powinnam...A jednak jak je widzę to tak mi słodko w ustach i wcale nie mam na nie ochoty...Były stanowczo za słodkie i bolał mnie po nich brzuch.Dobrze ci babo,sama tego chciałas!Ale widzę że nie tylko ja się skusiłam... Turkawko-gratulacje!!!!! Waga ruszyła to teraz już będzie spadac. Sasetko,pewnie że damy radę!!!!! Olu,ser i wino...Ja też uwielbiam róznego rodzaju sery,a najbardziej brie .Znalazłam w biedronce taki brie z orzechami,pyyyszny jest i obliczyłam sobie że w 1/5 tego sera jest tylko 8g tłuszczu (wiem,to i tak dużo),ale od czasu do czasu zjadam kawałek i jestem w niebie :)A winko mam cały czas w domu i białe i czerwone ale narazie skusiłam się tylko na lampkę białego.Chociaż nie wiem czy mała lampka wina to aż taki ciężki grzech?Ja nie chcę być jak suszona śliweczka (hehe,podoba mi się to),chcę być jędrną i kształtną śliweczką :))))) Zima znów dała znać o sobie,znowu 21 stopni na minusie...Dobrze że to już ostatnie takie mrozy.Dzionek był juz cieplejszy ale taki ponury strasznie... Moje dzieci dopadł wirus grypy żołądkowej,jak co roku zresztą.Klaudia miała ten problem,teraz Julka,jeszcze tylko Mateusz zdrowy,ale pewnie i jego dopadnie.Siedząc w domu nudzi im sie i postanowili bawić sie z pieskiem jakby był niemowlakiem :) Nawet czapeczkę mu załozyli i pieluchę...Moje dzieci mają dziwne pomysły,a piesek sie denerwuje jak mu ktoś szmaty jakieś zakłada. To wszystko na dzisiaj.Jak zwykle trzymam kciuki za wszystkich dietujących,na Dukanie czy tez na innej diecie.Nie ważne jak,wazne że kilogramy spadają! Trzymajcie się cieplutko i aby do wiosny! Wasza Protalinka-Śliweczka
czwartek, 16 lutego 2012
Piekę pączki...Właśnie rosną-86 sztuk...I jak tu nie spróbować pięknie wyrośniętych,nadzianych,lukrowanych pączusiów?Chyba im się nie oprę.Moja waga po walentynkowych szaleństwach stoi,a po dzisiejszych pączkach co będzie? Pewnie pójdzie w górę...Jak się usmażą to pokażę Wam jak mi wyszły moje pączusie i dam Wam znać ile ich pożarłam :) Za te pączki to lanie będzie mi się należało,ale wiem że nie dam rady im się oprzeć...One tak ładnie na mnie patrzą :) Turkaweczko,mam siłę,ale tylko wtedy gdy nie ma w pobliżu pączków...Ja jestem ciasteczkowy potwór i ciężko mi się oprzeć wszelkiego rodzaju słodkościom,a pączkom w szczególności.Wiem,najlepszym wyjściem było by ich nie robić,ale rodzinka nie jest na diecie ,więc musiałabym kupić pączki,a raz w roku w tłusty czwartek zawsze robię swoje i rodzinka na nie czeka...Eh...Trudny jest żywot grubasa :) Ewo,dziękuję.Teraz po tych pączkach następną okazją do grzeszków będą imieniny męża 4 marca,ale będę starac się nie zgrzeszyć zbyt mocno.Potem święta...Chciałabym jak najwięcej schudnąc do końca kwietnia bo córka Klaudia bedzie miała bierzmowanie i chciałabym jakoś wyglądać :)A tu takie okazje do grzechów...Moja silna wola wystawiana jest na ciężką próbę. Pozdrawiam serdecznie,nie bierzcie dzisiaj przykładu ze mnie i nie grzeszcie pączkami,tymi bombami kalorycznymi :) Pa.
sobota, 11 lutego 2012
Witam kochani.
środa, 01 lutego 2012
Witam Was serdecznie i gorąco mimo prawdziwej,mroźnej zimy za oknem!
Na koniec zdjęcie Maksia z bałwankiem :)
Na dzisiaj to tyle. Trzymajcie się cieplutko. Wasza Protalinka-Śliweczka
wtorek, 17 stycznia 2012
Witajcie moje dobre duszki! Miło wiedzieć że w tej walce nie jestem sama,dziękuję za słowa wsparcia i resztę miłych komentarzy. Moja waga spada choć pomalutku,zgubiłam już 4 kg i bardzo się z tego cieszę. Nasze Podlasie zasypane śniegiem,dzieci się cieszą bo zaraz ferie :) A dla kierowców to udręka bo drogi śliskie,chlapa...Ale i tak zima w tym roku łaskawa.Ja strasznie nie lubię zimy,mrozów i śniegu dlatego taka zima mnie cieszy,choć czasem przydałoby się troszkę mrozu to może te choróbska wstrętne nie tak by atakowały nasze gardła. Kurcze,wiecie że mam problem z jedzeniem warzyw? Nie mam na nie ochoty,a wiem że muszę je jeść w dniach warzywnych.Zmuszam się do połknięcia jakiegoś warzywa,nie brak mi ich wcale,mogłabym wciąż być na samych białkach. W sobotę moja najmłodsza córcia Julka skończy 12 lat (ale ten czas leci,moja maleńka Julcia ma już 12 lat!),muszę zrobić jej jakiś torcik,tylko ciekawe jak ja mu się oprę... No i w sobotę jest Dzień Babci.Ja jeszcze babcią nie jestem :) Ale moje dzieci muszą babcię odwiedzić. To tyle na dzisiaj.
czwartek, 12 stycznia 2012
Witam w czwartkowy wieczór. Moje nogi juz czuja się lepiej,choć jeszcze czasem bolą (szczególnie w nocy),ale to już nie jest ten ból co był i da się już wytrzymać. Olu,fajnie że jesteś.Wsiadaj ze mną do tego pociągu i jedźmy dalej,gubmy nasze tłuszczyki.Masz juz świetne wyniki,GRATULUJĘ!!! Ewo,dzięki za całuski :))) No to tak...Nadal dietuję,powiem szczerze liczyłam na większe spadki,ale jak sie nie ma co się lubi to się lubi co się ma :)Dobrze że i tak waga spada,bo w zeszłym roku kiedy powtórnie zaczynałam walkę to zniechęciłam się bardzo szybko,nie mogłam się zmobilizować,a teraz trwam i moja silna wola na razie mnie nie opuszcza. Nie pisałam Wam jeszcze że mam nowych domowników - rybkę -czerwonego bojownika i małego pieska Maksia,taki mały kundelek którego kupiłam na rynku od człowieka który miał kilka takich szczeniaków-zapchlonych i zarobaczonych,a feee...Wyglądał jak siedem nieszczęść i zaglądał mi w oczy...Musiałam go mieć.Najchętniej wzięłabym wszystkie te kundelki ale mąż by mnie chyba z domu wygonił :)Teraz Maksio śpi na fotelu na kocyku i nikogo nie chce na ten fotel wpuścić :))
Śliczny prawda? :)Taki mały łobuziak.Tak więc mam dwa pieski w domu-Maksio i Snupi i jeden na podwórku-Cygan.W sumie trzy kochane kudłacze :) To na dzisiaj tyle. Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog,a odchudzającym się życzę wielu zgubionych kilogramów.
wtorek, 10 stycznia 2012
Witam protalowe bractwo. Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa i życzenia powrotu do zdrowia. To na razie tyle na temat zdrowia.Zobaczymy jak moje stawy zareagują na leki. Teraz coś o diecie.Cały czas trwam i się nie poddaję.Na wagę nie wchodzę bo się boję :) Na widok wagi mam lęki (chyba czas udać się po poradę do poradni zdrowia psychicznego) :)))
Ja wcinam go prosto z kubeczka,daję do naleśnkiów lub dodaję do niego słodzik i np.odrobinę kakao.Myślałam że po tak długim jedzeniu nabiału bedę miała odruchy wymiotne na widok serków,ale nie! Stęskniłam się za nabiałem...:)))) No to chyba tyle na dzisiaj.Przesyłam Wam pozdrowionka i wirtualnie ściskam.
czwartek, 05 stycznia 2012
Witajcie kochani. Jeszcze trwam na diecie,na razie nieźle mi idzie,choć jest ciężko.Oprócz tego że dietuję to jeszcze choruję... Teraz o czymś innym... Trzymam za Was kciuki i pozdrawiam Was serdecznie.
wtorek, 03 stycznia 2012
Witam Was serdecznie. Ja jeszcze żyję i chociaż na chwilę wypadłam z Dukanowego pociągu to już odnalazłam stacyjkę z której ten pociąg odjeżdża,już jestem w tym pociągu i pierwszą klasą jadę dalej. Czy dopadło mnie jojo? Być może tak,a może to tylko zaniedbanie...Już teraz wiem (przekonałam się na własnej skórze)że powrót do normalnego jedzenia to zguba.
Próbowałam dwa razy i mi się nie udało wrócić na łono Dukana,teraz musi mi sie udac bo do trzech razy sztuka :) Suwaczka nie zmieniam,niech jest sobie nadal z tą piękna sumą zgubionych kilogramów,a co! Bedzie dla mnie motywacją. Wszystkim nadal zaglądającym na mój blog życzę szczęścia w Nowym Roku. |